Do kadry trenera Dariusza Klaczy dołączył Łukasz Kabaj, który do końca najbliższej rundy został wypożyczony z Podbeskidzia Bielsko-Biała. Były młodzieżowy reprezentant Polski wzmocni formację defensywną naszego zespołu.
Łukasz Kabaj to rodowity częstochowianin, który przygodę z piłką nożną zaczynał w APN Częstochowa. Stamtąd szybko trafił do Rakowa. W swojej karierze reprezentował też barwy Wisły Puławy i wspomnianego już Podbeskidzia Bielsko-Biała.
Kabaj ma za sobą występy w kadrze narodowej. Z orzełkiem na piersi zadebiutował w reprezentacji U-16. Łącznie zanotował w niej 4 występy. Sześciokrotnie natomiast w biało-czerwonych barwach zagrał w zespole do lat 19. Niestety, duży wpływ na jego rozwój miały kontuzje, o czym opowiedział sam zainteresowany.
Łukasz, witamy w Skrze. Jesteś byłym młodzieżowym reprezentantem Polski. Domyślam się jednak, że tematu gry w kadrze nie zamknąłeś.
Mam już 20 lat, więc z kadr młodzieżowych została mi tylko reprezentacja U21. Niestety, ale z rytmu bardzo wybiły mnie kontuzje. Zerwane więzadła w kolanie zabrały mi właściwie rok. Okres jeszcze sprzed kontuzji, gdy właśnie występowałem w kadrze, wspominam bardzo dobrze.
No właśnie, nieszczęsne kontuzje, które zahamowały twój piłkarski rozwój. Przez uraz nie mogłeś też rozwinąć skrzydeł w Podbeskidziu. Jakie przed sobą stawiasz cele na nadchodzącą rundę?
To prawda, nie udało mi się złapać dużo minut w Podbeskidziu. Szkoda, bo to poziom centralny, ale wyszło, jak wyszło. Do Skry przychodzę z wielkimi ambicjami. Chciałbym grać jak najczęściej i wywalczyć sobie jak najwięcej minut na boisku. Dzięki temu bardziej się rozwinę jako zawodnik.
Na dobrą sprawę wracasz do domu, bo jesteś częstochowianinem. Od dziecka kibicowałeś drużynie Rakowa. Jak wyglądały twoje początki z futbolem?
Zacząłem w sekcji APN Częstochowa. Uczęszczałem tam bodajże w wieku od 6. do 8. roku życia. Stamtąd wyróżniający się zawodnicy trafiali do Akademii Rakowa. Można powiedzieć, że właściwie od dziecka aż do momentu transferu definitywnego do Podbeskidzia byłem zawodnikiem Rakowa. Dużo się tam nauczyłem i bardzo dobrze wspominam spędzony tam czas.
Twoja krótka charakterystyka na placu gry: środkowy obrońca, dobrze czujący się z piłką przy nodze w rozgrywaniu akcji. Prawda czy fałsz?
Prawda. Najpewniej czuję się w systemie z trójką obrońców. Moja nominalna pozycja to półprawy stoper. Mogę natomiast wystąpić zarówno na centralnym, jak i półlewym, nie mam z tym żadnego problemu. Nominalnie jednak to prawa strona, bo jestem prawonożny i moja pewność siebie jest największa właśnie na tej pozycji.
Uczestniczyłeś w części przygotowań naszej drużyny do rundy rewanżowej. Jak przebiegła twoja aklimatyzacja w zespole i jak przyszło ci przyswojenie filozofii gry proponowanej przez trenera?
Po raz pierwszy w Skrze pojawiłem się podczas sparingu z rezerwami Rakowa. Zanim jednak do tego doszło, dowiadywałem się, że trener Klacza stawia na trzech obrońców. To podobny system i zadania do tego, jakie są mi znane z Rakowa. Dlatego nie była to dla mnie nowość. Mimo wszystko, gdy zmieniasz zespół to musisz się zaaklimatyzować. Już po tym wspomnianym sparingu powiedziałem trenerowi, że jest pomysł na grę, który mi się podoba, czyli rozgrywanie piłki od tyłu. Podobnie zresztą to wyglądało w Wiśle Puławy, gdy występowałem w tamtym klubie. To jest nowoczesny futbol.
Gramy rundę rewanżową przy Loretańskiej z udziałem publiczności. Obecność kibiców ma dla ciebie duże znaczenie?
To ważne wsparcie dla drużyny, gdy kibice przychodzą i nas dopingują. Miałem już styczność z grą przy dużej publiczności będąc w kadrze czy na poziomie centralnym w 2. Lidze w Puławach i obecność fanów zawsze wychodzi zespołowi na plus.

